Popularna “szara strefa”

Ministerstwo Pracy poinformowało, ze stopa bezrobocia spadła w Polsce do 11,1%, jednak eksperci twierdzą, że rzeczywiste bezrobocie jest jeszcze niższe. Według Instytutu Pracy i Spraw Socjalnych, w ubiegłym roku w „szarej strefie” pracowało 38% bezrobotnych, którzy nie pobierali zasiłków oraz 23% takich, którzy je otrzymywali. Proporcje te utrzymały się prawdopodobnie także w tym roku.

Jeśli procenty przełożymy na liczby, to okazuje się, że prawie 640 tys. osób, pracuje w „szarej strefie”. Gdyby wykreślono ich z rejestrów, bezrobotnych byłoby nieco ponad jeden milion, a nie 1,7 mln, jak mówią oficjalne statystyki.

Skąd takie zainteresowanie pracą „na czarno”? Dzieje się tak ze względu na wysokie pozapłacowe koszty pracy windowane m.in. przez składki na ZUS i przez podatki. Przedstawiciele rządu przyznają, że problem jest im dobrze znany. Duża część bezrobotnych nie otrzymuje zasiłku, ale utrzymuje ten status ze względu na bezpłatne świadczenia zdrowotne. Z drugiej strony, pracują w szarej strefie. Tymczasem budżet słono płaci za bezrobotnych, którzy de facto nimi nie są. Same zasiłki ze składkami na emerytury pochłoną w tym roku ponad 2 mld zł.

Zostaw komentarz